Podróże. Alkohol.
Kobieta
Podróże kształcą. Ta sentencja,
jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych wśród osób, które z
podróżami mają zazwyczaj niewiele wspólnego. Prawdą jest, że
człowiek rozwija się poznając nowe kultury czy miejsca. Nic jednak
nie jest w stanie zastąpić dreszczu przechodzącego po plecach, gdy
przed oczami jawią mu się cuda, o których nawet się nie marzyło.
Nieważne, czy będą to wiekowe budowle, czy pocztówkowe
krajobrazy, intensywność uczucia przebija wszystko czego do tej
pory się doświadczyło. A czasem, to co zatrzyma nas w podróży,
sprawi, że krew będzie buzowała pod skórą rozrywając tętnice.
I jest tym, czego byśmy się nie spodziewali. Kobietą.
Literatura iberoamerykańska coraz
śmielej wchodzi na Polski rynek wydawniczy. Na pewno duża zasługa
w tym Paulo Coelho, choć poziom jego twórczości jest mocno
dyskusyjny. Co innego można powiedzieć o Andrés’ie Neuman’ie,
argentyńskim pisarzu, którego los już na początku życia rzucił
do Hiszpanii. Tam ukończył filologię hiszpańską, a już jego
pierwsza powieść zapewniła mu sławę i uznanie krytyków, nie
tylko w Hiszpanii. Teraz do polskich czytelników trafiła jego
czwarta książka, „Podróżnik stulecia”, która zdążyła
zgarnąć już Nagrodę Alfaguara i zostać przetłumaczona na
dziesięć języków.
Historia, z którą zmierzy się
czytelnik, to coś, czego nie da się zdefiniować prostymi opisami.
Jest w niej wszystkiego po trochu. Przyjaźń, oddanie, konwenanse,
zbrodnie, wieczorki towarzyskie, fantastyka (!) oraz miłość. A to
wszystko w XIX wiecznym Wandernburgu, migrującym mieście, którego
dokładnych współrzędnych nie da się ustalić. Co więcej, jego
uliczki zdają się przemieszczać i nie da się zawsze trafić tą
samą trasą w określone miejsce. Rozklekotanym dyliżansem na
miejsce przybywa Hans, podróżnik, tłumacz i zdeklarowany miłośnik
słowa pisanego. Zatrzymuje się w karczmie, gdzie zamierza
przenocować a następnego dnia ruszyć dalej w swoją podróż. Coś
go jednak zatrzymuje, tak jakby miasto chciało żeby został jeszcze
trochę, jeszcze jeden dzień. I tak się dzieję, Hans w
Wandernburgu praktycznie się osiedla. Poznaje kataryniarza, który
codziennie w określonym punkcie na placu miasta rozstawia się ze
swoją maszyną. Towarzyszy mu Franz, pies i przyjaciel jednocześnie.
Mężczyźni zaprzyjaźniają się, a ich rozmowy to jeden z
najciekawszych aspektów książki.
Hans poznaje również pana Gottlieba i
jego córkę Sophie. Zaciekawiony jej osobą, wdaje się w dyskusje i
odczytując jej zdawkowe reakcje. Wie, że może z tego coś
wyniknąć. Tak oto dostaje kolejny powód, by nie opuszczać miasta.
Nie zraża się nawet wtedy, gdy okazuje się, że kobieta jest już
zaręczona i ma niebawem ślub. Gra pomiędzy tą dwójką będzie
się rozgrywać na wielu poziomach. W tle całej historii przewija
się także wątek grasującego nocą po ulicach mordercy, z którego
złapaniem nie mogą poradzić sobie stróże porządku.
„Podróżnik stulecia” uwodzi
słowem. Widać jak każde zdanie jest dogłębnie przemyślane, nie
ma tutaj miejsca na niepotrzebne dłużyzny (a książka ma ponad 500
stron), bo wszystkie zawarte w niej zdania do czegoś prowadzą.
Neuman musiał poświęcić bardzo dużo czasu na przygotowanie się,
zanim zasiadł do klawiatury. Podczas spotkań Salonu, na które
uczęszczał Hans, toczone były dyskusje o sprawach politycznych,
gospodarczych i kulturalnych danego okresu. Czytając wypowiedzi
dystyngowanych gości, delektujących się ciastkami i alkoholem,
można poznać kawałek historii. A przyglądając się zachowaniu
gości, dostrzec ich uprzedzenia i zmartwienia. Bo „Podróżnik
stulecia” to nie tylko opowieść o przyjaźni i miłości, to
podróż przez XIX wieczny światopogląd. Oby więcej takich książek
pojawiło się na naszym rynku.
Książka wydawnictwa Dobra Literatura
/Bartosz Szczygielski,
„Droga na skróty”/

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz